Javorovy- po raz kolejny, ale z innej strony.

Środa, 26 lutego 2014 · Komentarze(1)
Wczoraj wyrypa na Błatniej więc dzisiaj plan był taki: lekko i spokojnie po asfalcie do podnóża Jaworowego. Taka lajtowa wycieczka turystyczna, czysta rekreacja. Zgodnie z planem dotarłem do Gutów, spojrzałem na górki i... Nie wytrzymałem, po prostu musiałem choć troszkę upaplać się w błotku. Ruszyłem w stronę " Gutskeho Sedla", a potem to już sam nie wiem jak to się stało jak znalazłem się na Jaworowym. Jak to w górach bywa, widoki cudowne. Oczywiście było kilka miejsc z buta, dwa razy zbyt stromo a raz zbyt ślisko, pod samym szczytem szlak był bardzo oblodzony. Cała wyprawa wyczerpująca ale przyjemna i z satysfakcją ze zdobytego szczytu. Po powrocie rower odstawiłem do serwisu na przegląd więc chwilowo przerwa w jeżdżeniu po górach.


Błatnia

Wtorek, 25 lutego 2014 · Komentarze(0)
Nie mogłem się jakoś wybrać i wystartowałem z domu dopiero o 9.00 ( dobrą godzinę paradowałem przed lustrem w nowym stroju z bikestas :D ). Dzisiejszy wypad zaplanowałem na Błatnią z prostego powodu- jeszcze nie byłem tam na rowerze. Podjazd od strony Górek, nie najłatwiejszy, ale dało się wyjechać, jedynie dwa podejścia z buta. Na górze widoki zapierają dech w piersi. Po dotarciu do schroniska banan na twarzy od ucha do ucha i tak już zostało aż do domu- dobrze, że jeszcze nie ma komarów :) Łącznie prawie 85 km. Warto ruszyć tyłek z domu przy takiej pogodzie.



Kilka kadrów filmowych:
Klik - film


Równica

Czwartek, 20 lutego 2014 · Komentarze(0)

Komorni Lhotka- Reka

Sobota, 15 lutego 2014 · Komentarze(0)

Mały Jaworowy, czyli pokonani przez zimę.

Poniedziałek, 10 lutego 2014 · Komentarze(0)
Miał być Jaworowy. Na dole wiosna i nic nie wskazywało na to, ze mogą być jakieś kłopoty z podjazdem. Niestety w miarę podjeżdżania do góry wiosna ustępowała miejsca zimie, a na wysokości Małego Jaworowego ilość śniegu nie pozwalała na kontynuację jazdy na szczyt.  Z powodu ograniczonego czasu zrezygnowaliśmy z podejścia i zjechaliśmy, wracając przez Trzyniec do domu. mimo wszystko zabawa była przednia :D


Jak widać na dole wiosna a na górze zima.

Czantoria

Środa, 5 lutego 2014 · Komentarze(2)
Prognoza pogody na dzień dzisiejszy nie pozwalała na bezczynność, więc nie mieliśmy innego wyjścia jak wyciągnąć rumaki i wyruszyć w świat. Bez większego planu, jakoś tak wyszło, że wylądowaliśmy na Czantorii. Do góry znaną z wcześniejszych wypadów trasą, w dół do Poniwca, potem przez Jelenicę do Cisownicy. Pogoda jak się okazało faktycznie była boska (poza miejscami silnym wiatrem ). Jak widać na zdjęciach zjazd był bardzo trudny z powodu lodu. Na tym lodzie zaliczyliśmy dwie gleby ( na szczęście w miarę bezpieczne ), po jednej na łebka. Krzysiek wyglebił z honorem, bo jechał, ja nie odważyłem się jechać i... wyglebiłem w trakcie butowania :D Nie były to jak się okazało ostatnie dachowania w tym dniu. Po powrocie do Cieszyna, jechaliśmy przez Mała Łąkę i na wysokości Elektrociepłowni na zakręcie, wydawałoby się suchym i bezpiecznym, przy prędkości ok. 10 km/h każdego z nas wyprzedziły nasze tylne koła. To była iście synchroniczna gleba godna łyżwiarstwa figurowego :) Ogólnie, kolejny wspaniały dzień zapisany w naszym kalendarzu rowerowym. Już dzisiaj wiem, ze to powtórzymy, bo w takim towarzystwie jeździ się wybitnie.





Ten znak śmieszy mnie za każdym razem jak tylko tam jadę :) Tam nie ma żadnej ostrej trasy!

Walka z wiatrem na dole, bajeczna zabawa na górze

Sobota, 1 lutego 2014 · Komentarze(3)
85 km z czego 40 to ciężka walka z wiatrem, jednak im wyżej tym lepiej, a jazda po delikatnym, przymrożonym śniegu to megafrajda. Minusem takich warunków jest fakt, że wystarczyły zaledwie dwie wycieczki ( łącznie ok. 170 km ) i klocki hamulcowe zjechane do grubości żyletek :)