Klasyka: Cieszyn-Javorovy-Leszna-Cieszyn

Niedziela, 18 maja 2014 · Komentarze(0)
Po tygodniu jazdy 6 kilometrowych odcinków do pracy i z pracy, i to w strugach deszczu, udało się w końcu coś pokręcić w ciekawszych okolicznościach. Szybki telefon do Krzyśka, i do kumpla, który już od jakiegoś czasu chciał spróbować swoich sił w jeździe po górach i ruszamy w drogę. W Cieszynie dopadł nas Janek i dołączył do wspólnej jazdy. Tempo dobrane do możliwości "nowego" kolegi, czyli jazda spokojna i bardzo sympatyczna, przegadana na różne tematy :) Kolega zaskoczył wszystkich i na pierwszej górskiej "wyrypie" pokonał prawie całą trasę w siodle, więc na dobicie powrót przez przejście graniczne w Lesznej i przez Kojkowice. Ogólnie mówiąc kolejna cudowna niedziela na rowerze z górami w tle ( i nie tylko w tle) .



Cieszyn Tyra Slavić Bily Kriz Bila Visalaje Komorni Lhotka Cn

Niedziela, 11 maja 2014 · Komentarze(2)
Jak dotychczas wszystkie przejechane trasy, które wyznaczał Andrzej ( Somer ) były świetne, jednak ta którą pokonaliśmy tym razem.... gdybym napisał, że czegoś na niej brakowało, to by oznaczało, że przydzwoniłem głową w bramę ( przed którą nie udało mi się do końca wyhamować ) mocniej niż mi się zdawało. W porywach euforycznych zachwytów przy zjazdach zapominałem do czego służą hamulce, a podziwiając widoki zapominałem o konieczności oddychania! Na temat radości ze zjazdu trasą downhillową nie mogę się zbytnio rozpisywać, bo może to przeczytać moja żonka i tyle będzie z następnych wyjazdów Radości z wyprawy nie zepsuła nawet wywrotka jaką zaliczyłem w Cieszynie, ku uciesze wszystkich przechodniów, a moje oświadczenie, że asfalt w tym roku jest jakiś miękki i nic mnie nie boli podsycił tylko ogólną wesołość. W kilku słowach, było to kolejne 110 km wspaniałej zabawy! Dzięki ludziska za niezapomniane emocje!



Ustroń-Soszów-Filipka-Budzin

Niedziela, 4 maja 2014 · Komentarze(0)
Oj, działo się, działo Akcja z serii "pięciu wytrwałych" Początki były ciężkie, nie wiedzieć czemu, może to z powodu wczorajszego grilla , albo naszej ostatniej, dłuższej trasy. Jednak w miarę pokonywanych kilometrów, nóżki się rozkręcały, do tego stopnia, że pod koniec niektórzy mieli nawet ochotę na małe wyścigi. A trasa, jak wszystkie przygotowywane przez Andrzeja ( Somera ) , była "miodna". Obfitowała w podjazdy i zjazdy, w kamienie i błoto, były również smaczne singielki. Spożyliśmy też "siłodajną" kawę w schronisku. Nie wiem jak inni, ale ja uzupełniłem poziom satysfakcji i przyjemności do poziomu, który pozwoli mi przetrwać kilka dni bez większej wyrypy rowerowej ( oczywiście jakby się jakaś trafiła to nie omieszkam skorzystać z okazji ).







Majówka na rowerze. Opava i prawie 160 km po okolicy.

Czwartek, 1 maja 2014 · Komentarze(2)
Tradycja w narodzie, rzecz święta, w związku z tym tradycyjnie jak co roku majówkę rozpoczęliśmy wycieczką rowerową. Tym razem to była prawdziwa WYPRAWA rowerowa. Łącznie nazbierało się prawie 160 km, ale od początku. Start o 6.20 na dworcu kolejowym w Czeskim Cieszynie i od razu miła niespodzianka. Frekwencja pozytywnie zaskoczyła wszystkich. 11 osób to prawdziwy rekord. Wyjazd pociągiem z Czeskiego Cieszyna do Opavy. W tym miejscu należałoby napisać kilka słów o doskonałej kondycji czeskich kolei, w których czyste wagony, pachnące ubikacje i wiele innych czynników może przyprawić o zawrót głowy, ale to nie miejsce i nie czas na to aby się o tym rozpisywać. W Opavie właściwy start wycieczki. Wszyscy w doskonałych humorach, tempo na początku dość wysokie, a widoki i trasa.... brak słów, po prostu coś pięknego. Na trasie było praktycznie wszystko: podjazdy, zjazdy, asfalty, teren, kamienna rąbanka, singielek, powojenne bunkry, zamki, zabytkowe auta, zapory, zdjęcia w rzepaku czyli dla każdego coś dobrego. Zdarzyły się też dwie awarie, które wśród śmiechu gremialnie usuwaliśmy. Koniecznie muszę napisąc słów kilka o publiczności :) Jedenaście osób na rowerach wzbudzało wszechobecną ciekawość. Padło nawet pytanie czy to są jakieś zawody :) Wszyscy nas pozdrawiali, a przy jednym z defektów zjawił się ktoś oferujący kompresor :) Koniech trasy miał miejsce w Bohuminie gdzie ponownie wsiedliśmy do pociągu i wrócili do Cieszyna. Jeden z kolegów ( Marek87 ) za mało wytrząsł swój tyłek i postanowił wrócić do Cieszyna na kołach. Wielki szacun dla niego za kondycję, bo nas zmęczenie raczej już wyłączyło z jazdy. Całą wycieczkę organizował Marek ze Skoczowa ( wmarek74 ) i za doskonałą organizację, wspaniale przygotowaną trasą należą się Markowi wielkie dzięki od całej grupy.














Drobnostka po okilicy

Sobota, 26 kwietnia 2014 · Komentarze(0)
No i co tu pisać? Mało czasu, pogoda niepewna, więc trasa krótka, ale pokręcić trzeba :)




Cieszyn-TrzyKopce-Salmopol-Magura

Sobota, 19 kwietnia 2014 · Komentarze(6)
W niedzielę musi być smacznie, rodzinnie i świątecznie, więc tym razem wypad był dla odmiany sobotni. Poranna pogoda, któryś raz z kolei nie była zbyt obiecująca, ale nauczeni poprzednimi wyjazdami nie przejęliśmy się tym zbytnio i ruszyliśmy w drogę. W Ustroniu dołączyły do nas trzy osoby z zaprzyjaźnionej grupy z Bielska B (kolejni, poznani dzięki "cyklozie" świetni ludzie ). Trasa wiodła poprzez Trzy Kopce, Salmopol, Magurę Radziechowską, Wisłę. Początek trasy był dla mnie stosunkowo ciężki, bo jakoś tak nóżka nie bardzo miała ochotę się rozkręcić, ale na Trzech Kopcach było już ok. Pogoda , jak zawsze nas nie zawiodła... początkowo. Na trasie było kilka awarii, w tym nieszczelny układ hamulcowy (wystarczyło tylko dokręcić przewód), zerwany łańcuch i to od razu w dwóch miejscach. Po przejechaniu przez Salmopol w stronę Magury niestety pogoda zaczęła nam płatać figla, a na Magurze pokazała co potrafi. Wiatr urywał głowę, deszcz wbijał się boleśnie w twarz,a na zakończenie tego szaleństwa zaczął padać śnieg z deszczem. W takim układzie nie było mowy o kontynuowaniu trasy , więc postanowiliśmy wracać. Zjazd z wysokości prawie 1200m nie należał do łatwych. Z powodu wielkiej ilości błota od poziomu 800m nie używałem tylnego hamulca, bo nie miałem klocków, które starły się tak, że klamka hamulca dochodziła do kierownicy :) Jazda z Wisły do domu odbywała się przy akompaniamencie jęczących od nadmiaru błota i piasku napędów, pozbawionych przez wodę jakichkolwiek śladów smaru. I to się nazywa przygoda rowerowa w górach! :)



Z synem po czeskiej stronie

Piątek, 18 kwietnia 2014 · Komentarze(2)
Kolega rozpoczynający swoją przygodę z rowerem poprosił mnie aby pokazać mu jakąś niewymagającą trasę dla niego i jego dzieciaków. Zabrałem ze sobą swojego 12 letniego syna i ruszyliśmy w drogę. Po jej przejechaniu kolega stwierdził, że trasa jest świetna, bo wiedzie drogami, na których ruch samochodów jest praktycznie zerowy i jest całkiem płaska. Na następny wyjazd poprosił, aby pokazać mu troszkę bardziej wymagającą ścieżkę, w lesie a nawet może być w górach, jednak na miarę możliwości chłopaków wieku 12 lat, rozpoczynających dopiero karierę kolarską :) Macie może jakieś propozycje? Myślę o Małym Jaworowym , zobaczymy czy dają radę.

bokami do Cieszyna po gazetę :)

Czwartek, 17 kwietnia 2014 · Komentarze(0)
Bocznymi drogami do Cieszyna, a w Cieszynie szlakiem kiosków z gazetami w poszukiwaniu Bike Board-u z testem 22 rowerów do 4500 PLN. Ostatecznie udało się znaleźć czasopismo w zaprzyjaźnionym sklepie rowerowym.

Cieszyn- Guty-Karwina-dom

Niedziela, 13 kwietnia 2014 · Komentarze(3)
Zapowiadano deszczową niedzielę. Dalekie wojaże niosły ze sobą zbyt duże ryzyko jazdy w strugach deszczu, ale niedziela bez kręcenia nie wchodziła w rachubę, więc ruszyliśmy na okoliczne asfalty. Jak na niedzielę przystało tempo było niedzielne. "Zwiedziliśmy" Guty, podnóże Javorovego, piękne malownicze okolice. W drodze powrotnej odwiedziliśmy  pumptrack w Czeskim Cieszynie. Nie mogliśmy się powstrzymać i jedną rundkę musieliśmy przejechać Plan na niedaleką przyszłość- zabrać syna w to miejsce i pod pretekstem szkolenia młodego, czerpać dziką przyjemność z jazdy po torze:D Po pumtraku zamiast prosto do domu, ruszyłem czeską stroną w kierunku Karwiny. Zahaczyłem o "Rybi dum", następnie skręciłem w dróżkę asfaltową, której nie znałem i jak zawsze doprowadził mnie... po prostu jak zawsze musiałem się wracać Dalej już prościutko przez przejście w Kaczycach do domku. Razem nazbierało się 67 km i 430 m w górę. Niezbyt to ambitny wynik, ale przyjemność z jazdy i towarzystwa jak zawsze tak samo wielka!