Wpisy archiwalne w miesiącu

Kwiecień, 2014

Dystans całkowity:389.00 km (w terenie 55.00 km; 14.14%)
Czas w ruchu:30:09
Średnia prędkość:12.90 km/h
Maksymalna prędkość:56.00 km/h
Suma podjazdów:4583 m
Liczba aktywności:7
Średnio na aktywność:55.57 km i 4h 18m
Więcej statystyk

Drobnostka po okilicy

Sobota, 26 kwietnia 2014 · Komentarze(0)
No i co tu pisać? Mało czasu, pogoda niepewna, więc trasa krótka, ale pokręcić trzeba :)




Cieszyn-TrzyKopce-Salmopol-Magura

Sobota, 19 kwietnia 2014 · Komentarze(6)
W niedzielę musi być smacznie, rodzinnie i świątecznie, więc tym razem wypad był dla odmiany sobotni. Poranna pogoda, któryś raz z kolei nie była zbyt obiecująca, ale nauczeni poprzednimi wyjazdami nie przejęliśmy się tym zbytnio i ruszyliśmy w drogę. W Ustroniu dołączyły do nas trzy osoby z zaprzyjaźnionej grupy z Bielska B (kolejni, poznani dzięki "cyklozie" świetni ludzie ). Trasa wiodła poprzez Trzy Kopce, Salmopol, Magurę Radziechowską, Wisłę. Początek trasy był dla mnie stosunkowo ciężki, bo jakoś tak nóżka nie bardzo miała ochotę się rozkręcić, ale na Trzech Kopcach było już ok. Pogoda , jak zawsze nas nie zawiodła... początkowo. Na trasie było kilka awarii, w tym nieszczelny układ hamulcowy (wystarczyło tylko dokręcić przewód), zerwany łańcuch i to od razu w dwóch miejscach. Po przejechaniu przez Salmopol w stronę Magury niestety pogoda zaczęła nam płatać figla, a na Magurze pokazała co potrafi. Wiatr urywał głowę, deszcz wbijał się boleśnie w twarz,a na zakończenie tego szaleństwa zaczął padać śnieg z deszczem. W takim układzie nie było mowy o kontynuowaniu trasy , więc postanowiliśmy wracać. Zjazd z wysokości prawie 1200m nie należał do łatwych. Z powodu wielkiej ilości błota od poziomu 800m nie używałem tylnego hamulca, bo nie miałem klocków, które starły się tak, że klamka hamulca dochodziła do kierownicy :) Jazda z Wisły do domu odbywała się przy akompaniamencie jęczących od nadmiaru błota i piasku napędów, pozbawionych przez wodę jakichkolwiek śladów smaru. I to się nazywa przygoda rowerowa w górach! :)



Z synem po czeskiej stronie

Piątek, 18 kwietnia 2014 · Komentarze(2)
Kolega rozpoczynający swoją przygodę z rowerem poprosił mnie aby pokazać mu jakąś niewymagającą trasę dla niego i jego dzieciaków. Zabrałem ze sobą swojego 12 letniego syna i ruszyliśmy w drogę. Po jej przejechaniu kolega stwierdził, że trasa jest świetna, bo wiedzie drogami, na których ruch samochodów jest praktycznie zerowy i jest całkiem płaska. Na następny wyjazd poprosił, aby pokazać mu troszkę bardziej wymagającą ścieżkę, w lesie a nawet może być w górach, jednak na miarę możliwości chłopaków wieku 12 lat, rozpoczynających dopiero karierę kolarską :) Macie może jakieś propozycje? Myślę o Małym Jaworowym , zobaczymy czy dają radę.

bokami do Cieszyna po gazetę :)

Czwartek, 17 kwietnia 2014 · Komentarze(0)
Bocznymi drogami do Cieszyna, a w Cieszynie szlakiem kiosków z gazetami w poszukiwaniu Bike Board-u z testem 22 rowerów do 4500 PLN. Ostatecznie udało się znaleźć czasopismo w zaprzyjaźnionym sklepie rowerowym.

Cieszyn- Guty-Karwina-dom

Niedziela, 13 kwietnia 2014 · Komentarze(3)
Zapowiadano deszczową niedzielę. Dalekie wojaże niosły ze sobą zbyt duże ryzyko jazdy w strugach deszczu, ale niedziela bez kręcenia nie wchodziła w rachubę, więc ruszyliśmy na okoliczne asfalty. Jak na niedzielę przystało tempo było niedzielne. "Zwiedziliśmy" Guty, podnóże Javorovego, piękne malownicze okolice. W drodze powrotnej odwiedziliśmy  pumptrack w Czeskim Cieszynie. Nie mogliśmy się powstrzymać i jedną rundkę musieliśmy przejechać Plan na niedaleką przyszłość- zabrać syna w to miejsce i pod pretekstem szkolenia młodego, czerpać dziką przyjemność z jazdy po torze:D Po pumtraku zamiast prosto do domu, ruszyłem czeską stroną w kierunku Karwiny. Zahaczyłem o "Rybi dum", następnie skręciłem w dróżkę asfaltową, której nie znałem i jak zawsze doprowadził mnie... po prostu jak zawsze musiałem się wracać Dalej już prościutko przez przejście w Kaczycach do domku. Razem nazbierało się 67 km i 430 m w górę. Niezbyt to ambitny wynik, ale przyjemność z jazdy i towarzystwa jak zawsze tak samo wielka!

Navsi-Filipka-Soszów-Nydek-Czantoria

Niedziela, 6 kwietnia 2014 · Komentarze(3)
Poranna pogoda nie napawała optymizmem, ale co tam, raz się żyje, a od deszczu jeszcze nikt nie zginął. Jak się okazało nasze obawy były zupełnie bezpodstawne, bo słoneczko się rozkręciło i przyświecało nam przez ponad połowę trasy. Ale od początku. Rano na miejscu zbiórki lekki zawód. Dwie osoby na starcie i jedna ze wsparciem mentalnym, jednak bez możliwości udziału w wyjeździe. No cóż, mówi się trudno, przyjdą jeszcze czasy, że zakorkujemy Cieszyn. Ruszamy. Do Navsi tradycyjnie, a potem w kierunku Filipki zaplanowaną przez Andrzeja trasą. Tereny stare, ale trasy nowe, początkowo niezbyt wymagające podjazdy z czasem przerodziły się w wymagające, ale daliśmy radę. Dalej trasa prowadziła w okolice Soszowa, tam drobne zamieszanie, bo plan był inny więc szybki zawrót i trafiamy na ścieżkę, która pokrywała się z naszymi zamiarami. Świetny zjazd przez las wąską ścieżką i radość z odpoczynku dla nóżek :) Jesteśmy w Nydku, gdzie zaczynamy się drapać w kierunku Czantorii. Trudy wcześniejszych podjazdów już dają się we znaki i niezbyt stromy, ale długi podjazd jest niebywale męczący. Podjazd po Chatę na Czantorii pokonujemy odrobinę z buta, ale końcówka już w siodle bo trzeba zachować twarz :D . Od Chaty jedziemy na  Czantorię, a tam tłumy ludzi. Widać wiosnę, jeszcze miesiąc temu pod wieżą widokową nie było nikogo. Z Czantorii na Małą Czantorię. Tutaj Andrzej w pełni wykorzystał wspomaganie grawitacji, swoje umiejętności i możliwości swojego 29 calowego rumaka co spowodowało, że w moich oczach zyskał ksywę "znikający punkt". W sumie dobrze bo zamiast piłować moje heble i kupować kolejne w tym roku klocki , zamknąłem oczy i "cisłem" w dół na złamanie karku, w efekcie udało się nie zgubić Andrzeja z oczu. Podsumowanie całej trasy jest takie: ogień w żyłach, kwas w mięśniach, banan na gębie i godzinny zgon po dotarciu do domu.