Aby nie zapomnieć jak się jeździ na rowerze, szybka wyprawa do lasu. W celu uniknięcia nudy przejażdżka nie prowadziła utwardzonymi drogami, a wręcz przeciwnie, podążałem śladami wydeptanymi przez sarny, czyli praktycznie na przełaj przez las. Śniegu jest zaledwie kilka cm, ziemia zmarznięta na kość. Trzeba tylko uważać na patyki ukryte pod śniegiem, w suchej trawie i w liściach. Dodatkowo v-breaki nałapały śniegu i działały słabiej, a na dodatek z opóźnieniem. Zaliczyłem lekką glebę, na szczęście bez większych konsekwencji. Fajnie troszkę poćwiczyć w takich warunkach technikę, której mi niestety brakuje. Przy okazji wypróbowałem nowe ochraniacze na buty. Zdały egzamin, było mi ciepło, pomimo temperatury 5 poniżej zera. Fajnie było chociaż krótko, ale to wszystko na co mogłem sobie pozwolić w środku tygodnia, tym bardziej, ze dzieciaki mają ferie i nie mogą zastać bez opieki.
Korzystając z trasy opisanej przez wmarek74 pojechałem w stronę Wisły, nad zaporę w Czarnem i dalej wzdłuż Białej Wisełki.Wyruszałem w gęstej, marznącej mgle, która po godzinie jazdy zniknęła bez śladu. Widoki piękne, trasa przyjemna. Do czasu... na górze wielkie jęzory zamarzniętej wody na całej szerokości szlaku. Podczas podjazdu, dało się jakoś to pokonać, ale gdy doszło do zjazdu, nie było już tak kolorowo. Pierwsze kilka metrów zjechałem na tyłku z rowerem w rękach ( miałem go poprowadzić,a wyszło jak wyszło ). Dalej było już mniej ślisko, ale wcale nie łatwiej. Przez spływająca wodę, szlak zmienił się w rwący potok wypełniony luźnymi kamieniami. tam gdzie woda omijała szlak, błoto sięgało do połowy koła a czasami nawet wyżej. Takiej adrenaliny jeszcze przy zjeździe nie miałem. Była to naprawdę świetna zabawa, chociaż wiedząc już jak wygląda ten zjazd, nie wiem czy odważyłbym się drugi raz na pokonanie go w siodle. Wracając do domu od Ustronia jechałem w bardzo gęstej mgle. Wycieczka bardzo udana i dająca wiele satysfakcji. Uwielbiam takie wyzwania :)
W dniu 04.01 było 93km.Troszkę do setki zabrakło, ale nie będę przecież dokręcał 7 kilometrów po ogródku, bo
kolein narobię, więc drugie podejście do setki zrobiłem wczoraj wraz z grupą ludzi z Cieszyna. Miało
być przejechane 100 km... miało , ale zabrakło 1 kilometra. Przy 99
kilometrze trafił się przejazd przez tory. Jak to u nas bywa przejazd
kolejowy zrobiony zgodnie ze sztuką budowania tego typu urządzeń,
niestety polską sztuką. Pech chciał, że jedna z dętek nie poznała się na
sztuce i pękła- chyba ze śmiechu. To już drugi raz na tym przejeździe
złapałem gumę. Od dzisiaj w tym miejscu biorę rower na plecy i grzecznie
przenoszę na drugą stronę. Niestety po przejechaniu tylu kilometrów,
nie miałem już siły na klejenie dętek i wybrałem łatwiejsze rozwiązanie.
Telefon do ... żonki, jak zwykle niezawodnej. Przyjechała po 5
minutach, rower do auta i po sprawie. Dodam, że "pęknięcie gumy"miało
miejsce na 2 kilometry od domu.
Wycieczka bardzo udana. Nowy Rok rozpoczyna się całkiem obiecująco.
Nigdy nie przyszło mi do głowy, że drugiego stycznia wyjadę na rowerze
na jakąkolwiek górę, a dzisiaj zaliczyłem aż dwie
Co najciekawsze nigdzie nie musiałem wypychać roweru, niestety
zjeżdżając z Ostrego był odcinek ok. 1 km, gdzie musiałem sprowadzać
rower z powodu grubej warstwy lodu na trasie. W Turystycznej Chacie na
ostrym zamówiłem zupę czosnkową z serem. Była boska, a może tylko tak mi
się wydawało, bo była gorąca a na zewnątrz było -5 stopni i wiatr,
który chciał urwać mi głowę Z Ostrego udałem się na Javorovy no i w końcu do domku.