Kolejny wolny dzień. Czas wybrać się na wycieczkę. Wieczorem wszystko przygotowałem. Wyjazd planowałem zaraz po przebudzeniu, czyli coś koło 6 rano :) Jak widać święta mnie rozleniwiły, bo obudziłem się o 6:45. Więc mała zmiana planów. Zamiast dojazdu na rowerze, wpakowałem rower do bagażnika i podjechałem do Trzyńca samochodem ( wiem, ze to barbarzyństwo, ale chciałem jeszcze troszkę czau spędzić z rodziną, przed powrotem do szarej rzeczywistości poniedziałku) . Tam zostawiłem cztery koła i przesiadłem się na dwa. Pogoda troszkę gorsza niż w czasie świąt, ale jak na ostatnie dni grudnia i tak rewelacyjna, jedynie wiatr był troszkę nieprzyjemny. Na szczęście było sucho. Na szczycie drobne pozostałości śniegu z opadów jakie miały miejsce początkiem miesiąca. na zdjęciach widać bezczynny ratrak i armatki, które czekają na prawdziwą zimę ( a może na Wielkanoc :D ) Mam nadzieję, że zdjęcia będą się Wam podobały.
Z psami po lesie, częściowo całkowicie na przełaj, bez jakiejkolwiek ścieżki . Muszę stwierdzić, ze jazda na skróty przez las po długiej, wysuszonej trawie jest bardzo męcząca, tym bardziej, że wiatr nie pomagał :)
Potrzebowałem kilka pierdołek z Casto. Zamiast pędzić na podmiejski, wytaszczyłem zimówkę z garażu i podjechałem na rowerku- takie przyjemne z pożytecznym. Po powrocie zapiąłem moje dwa szczekacze- kurojady i przejechałem się z psami po pobliskim lesie. "Jednym" słowem całkiem przyjemny dzień :))
Moje bestie ruchu potrzebują, więc zapiąłem je do rowera i pognałem w las. Po 8 kilometrach zwolniły, po 20 już tylko maszerowały. Odstawiłem je do domu i ruszyłem na jeszcze kilka dodatkowych kółek po lesie już bez dodatkowego napędu :) Ziemia zmarznięta, koleiny tak ostre, że można opony poprzecinać :(( Mimo wszystko warto ruszyć się z domu.