Jaworowy- Ostry

Piątek, 20 czerwca 2014 · Komentarze(0)
Nie lubię głupich pytań, więc rano nie zapytałem co można robić w taki piękny dzień, tylko zapakowałem rower na samochód, podjechałem z żoną odebrać córkę z biwaku i po zapakowaniu Magdy do samochodu, żonka wróciła autem do domku a my z Sebą ruszyliśmy w góry. Trasa miała być krótka, bo w dzień wolny od pracy trzeba z całą rodzinką nadrobić brak czasu jaki miał miejsce w ostatnich dniach. Asfaltem do Gutów ( asfalt jak to asfalt, nuda i nic więcej ) niebieskim na Jaworowy. Młody oczywiście wyrwał do przodu, już nawet nie próbowałem nadążyć. Jechałem swoim tempem i dojechałem na szczyt dwie minuty później. Na Jaworowym chwilka odpoczynku, kanapki i mała rozrywka przy oglądaniu zmagań początkujących paralotniarzy. Dowiedzieliśmy się, że kurs paralotniarski trwa tydzień, kosztuje 8 tys. koron wraz z wypożyczeniem potrzebnego sprzętu- może kiedyś z Sebą spróbujemy ? Ruszyliśmy dalej- Jaworowy "Vyrchol", Gutske Sedlo, i dalej, aż do Kalużnego. Po drodze piękne single, troszkę przyjemności z jazdy zabrały nam wiatrołomy, ale nie było tragicznie. Na Kalużym zgubiłem okulary, już trzecie w tym sezonie Z Kalużnego na Ostry. Tutaj zasłużony, mały, bursztynowy napój. Z Ostrego zjazd i dwie niemiłe niespodzianki. Pierwsza - rozwaliłem dętkę na jakimś kamieniu. Po naprawie dalsza jazda w dół. Dojechaliśmy do asfaltu, który młodemu dodał pewności siebie. Jak to z reguły w życiu bywa, zbytnia pewność siebie kończy się nieciekawie. Tak też było i tym razem. Przy sporej prędkości widziałem jak Sebie tylne koło zaczyna "gonić" po asfalcie kilka metrów przed zakrętem i już wiedziałem , że będą "dachy". Najgorsze było to, że na torze jego jazdy była brzoza, a wiadomo jak kończą się bliskie spotkania z brzozami Na szczęście Seba lotem koszącym ominął brzozę i wpadł na skarpę, kręcąc w locie piękne figury, a rower zahaczając lekko o drzewo zatrzymał się na poboczu. Nie zdążyłem się zbytnio wystraszyć jak młody wstał energicznie i z bananem na ustach wrzasnął: "jestem cały, nic mi się nie stało!!!". Rower też nie odniósł większych obrażeń poza rozregulowaniem przedniego hamulca, w wyniku czego klocek zaczął ocierać o tarczę i w akompaniamencie takiego pisku dojechaliśmy do domu. Nie wiem, czy to w wyniku rzeczywistego zmęczenie, czy też odreagowania stresu związanego z upadkiem, Seba jak tylko przyjechał do domu, to padł na łóżko i zasnął A ja? Już planuję gdzie go zabrać następnym razem:D









Komentarze (0)

Nie ma jeszcze komentarzy.
Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się · Zarejestruj się!