W
niedzielę musi być smacznie, rodzinnie i świątecznie, więc tym razem
wypad był dla odmiany sobotni. Poranna pogoda, któryś raz z kolei nie
była zbyt obiecująca, ale nauczeni poprzednimi wyjazdami nie przejęliśmy
się tym zbytnio i ruszyliśmy w drogę. W Ustroniu dołączyły do nas trzy
osoby z zaprzyjaźnionej grupy z Bielska B (kolejni, poznani dzięki "cyklozie" świetni ludzie ). Trasa wiodła poprzez Trzy
Kopce, Salmopol, Magurę Radziechowską, Wisłę. Początek trasy był dla
mnie stosunkowo ciężki, bo jakoś tak nóżka nie bardzo miała ochotę się
rozkręcić, ale na Trzech Kopcach było już ok. Pogoda , jak zawsze nas
nie zawiodła... początkowo. Na trasie było kilka awarii, w tym
nieszczelny układ hamulcowy (wystarczyło tylko dokręcić przewód),
zerwany łańcuch i to od razu w dwóch miejscach. Po przejechaniu przez
Salmopol w stronę Magury niestety pogoda zaczęła nam płatać figla, a na
Magurze pokazała co potrafi. Wiatr urywał głowę, deszcz wbijał się
boleśnie w twarz,a na zakończenie tego szaleństwa zaczął padać śnieg z
deszczem. W takim układzie nie było mowy o kontynuowaniu trasy , więc
postanowiliśmy wracać. Zjazd z wysokości prawie 1200m nie należał do
łatwych. Z powodu wielkiej ilości błota od poziomu 800m nie używałem tylnego
hamulca, bo nie miałem klocków, które starły się tak, że klamka hamulca
dochodziła do kierownicy :) Jazda z Wisły do domu odbywała się przy
akompaniamencie jęczących od nadmiaru błota i piasku napędów,
pozbawionych przez wodę jakichkolwiek śladów smaru. I to się nazywa
przygoda rowerowa w górach! :)
Komentarze (6)
Otóż to! Fajny trip ze sporą ilością urozmaiceń. Nawet to błoto czasem jest dobre! Dzięki za wspólną jazdę! :)
wmarek74- Andrzej planował trasę, jednakże o ile się nie mylę miał zamiar dotrzeć z nami do Magurki Radziechoiwskiej. Niestety pogoda zmusiła nas do weryfikacji planów. Mam jednak nadzieję, że co się odwlecze to nie uciecze, bo trasa, choć wymagająca i niejednokrotnie bardziej piesza niż rowerowa, daje naprawdę niepowtarzalne emocję.