Czantoria- część na przełąj z rowerem na plecach

Środa, 2 października 2013 · Komentarze(5)
Prognoza pogody na dzisiaj przepowiadała słoneczny dzień. W związku z tym powiadomiłem szefa, że środę mam wolną. Przygotowałem ciuszki, rower i w drogę. Ruszyłem z Cieszyna na Leszną z myślą o odwiedzeniu Jaworowego w Czechach. W Dzięgielowie załapałem, że dokumenty zostawiłem w samochodzie. Nie pozostało nic innego jak zmienić plany. Niestety nie znam fajnych tras w górach, ale ok. 15 lat temu, wraz ze szwagrem, jechaliśmy z Lesznej na Małą Czantorię i dalej na Czantorię, niestety w trakcie zjazdy, góra mnie pokonała i... skończyło się na trzech szwach wybitym kciuku prawej dłoni. Z połowy góry musiałem, utykając, sprowadzić rower. Pomyślałem więc, że może spróbuję się zrehabilitować i pokonać złośliwą górę. Pojechałem do Ustronia, prosto pod wyciąg, gdzie chciałem pomyśleć jak się dostać na górę. Na miejscu znalazłem mapę, na podstawie której stwierdziłem, że spróbuję podjechać przez Jelenicę. Wróciłem do Ustronia i na wysokości kajakarni odbiłem w lewo. Podjazd asfaltem, aż do końca i dalej leśną drogą, na początku której napis ostrzegał mnie o "bardzo trudnym szlaku". Ruszam dalej i myślę sobie, ze nie taki trudny. Przez las dojeżdżam do drogi prowadzącej do Lesznej. Skręcam na szlak w kierunku Małej Czantorii i po ok. kilometrze stwierdzam, że napis mówił prawdę. Kamienie wielkości lodówek, a stromizna ogromna. Jadę do ile się da, a dalej prowadzę rower. Docieram do miejsca w którym szlak skręca w prawo, a lewo wiedzie ślad po zrywce drzewa. Mała Czantoria jest na lewo ode mnie, wiec próbuję pojechać śladem i zjeżdżam ze szlaku. Jak się okazało to nie była mądra decyzja. Po kilkuset metrach ślad po zrywce zanika, a że nie chciałem się wracać ruszam na przełaj pod górę... z rowerem na plecach. Trwało to dłuższą chwilę, może nawet długą chwilę ( straciłem całkowicie poczucie czasu ). Dotarłem ponownie do szlaku dopiero prawie pod Małą Czantorią, gdzie ku mojej uciesze można było ponownie skorzystać z siodełka. Robię kilka fotek i jadę dalej w kierunku wierzy widokowej na Czantorii. W połowie odcinka zatrzymuję się na małą degustację borówek i z fioletowa gębą jadę dalej. W pewnym momencie znowu musiałem podprowadzić rower bo pochylenie terenu oraz wielkość kamieni skutecznie utrudniały jazdę. Pod wierzą widokową u polskiego sprzedawcy zamawiam wodę mineralną i kawę. Kawa za złote smakuje wyśmienicie. Popijając kawkę rozmawiam ze sprzedawcą. Opowiada o tym jak idzie biznes, wspomina również, ze kilka lat temu miał wypadek na rowerze, w którym złamał nos, miał popękane kości policzkowe i pękniętą w trzech miejscach czaszkę oraz złamaną rękę. Po tym optymistycznym opowiadaniu informuje mnie, że śmiało mogę jechać w stronę wyciągu na Czantorię i potem spokojnie zjadę niebieską nartostradą. Ruszam więc we wskazanym kierunku. Dojechać do wyciągu nie było tak łatwo, bo ponownie jazdę utrudniały potężne kamory. Jak zobaczyłem niebieską nartostradę i wspomniałem sobie, że opisany wyżej rozmówca określił zjazd tą trasą jako spokojny, stwierdziłem, że historia o jego wypadku przestaje zaskakiwać :) Postanowiłem jednak ruszyć w dół i tym razem się nie potrzaskać. Na szczęście trasa była bardzo szeroka, wiec mogłem zjeżdżać zygzakiem, ale i tak adrenalina była ogromna. Jak dotarłem do pierwszych zabudowań na dole byłem naprawdę zmęczony. Przejechałem w pobliżu kamieniołomu, wjechałem na drogę główną, udałem się w kierunku Ustronia i korzystając z trasy rowerowej wzdłuż Wisły udałem się do domu. Gdy dojechałem do domu, byłem tak zmęczony, że chodziło mi po głowie wjechać do sypialni i nie wypinając się z pedałów, położyć się do łóżka z rowerem :))) Muszę jednak powiedzieć, że wypad był bardzo udany, przygoda była świetna, a duma ze zdobycia Czantorii była większa od zmęczenia!





















Komentarze (5)

Wariant zaproponowany przez Marka wydaje się być znacznie lepszy niż to co "wymyśliłeś" :). Jednak sam jeszcze nim nie jechałem. Od przejścia granicznego można zjechać nieco niżej i wbić w lewo na szutrowy trawers. Dojazd do asfaltu i w lewo do góry na sam szczyt. A znak "bardzo trudna trasa górska" od Ustronia mnie rozbija. On dotyczy tylko tej przyjemniej szutrówy! Temu kto go postawił chyba nawet się nie śniło aby poruszać się po górskich szlakach na dwóch kołach ;).

Marek87 21:11 środa, 16 października 2013

qwertysun- O ile się nie mylę, to gdzieś się wczoraj mijaliśmy. Byłeś ubrany na czerwono? Mignął mi ktoś, a później się zastanawiałem czy to mogłeś być Ty. Nie pamiętam gdzie to było, chyba w Ustroniu ok. 9:00, jechałeś w stronę Wisły, a ja wracałem do Ustronia. Może jednak mi się tylko wydawało. W niedzielę planujemy coś z Andrzejem, jakby co to zapraszamy :))

ArekNN 15:03 czwartek, 3 października 2013
Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się · Zarejestruj się!